Muzyka
Archiwum kategorii: 'Muzycy/Piosenkarze'
« Poprzedni wpis>
Ten znany ze swojego bezwzględnego i przerażającego wizerunku piosenkarz, w istocie jest bardzo normalny – Marilyn Manson twierdzi, że wszelki, rozległy makijaże jest dla niego jedynie zjawiskiem scenowym – robi to na pokaz. To całkiem zrozumiałe, aczkolwiek dość ryzykowne – niewiele bowiem potrzeba, aby konserwatywne środowiska, zarówno kulturalne, jak i obyczajowe, zrównały wizerunek sceniczny z rzeczywistą osobą Marilyna Mansona. To bez wątpienia spora nadinterpretacja, z którą należy walczyć i w nią nie wierzyć. Tak czy inaczej – Marilyn Manson zajmuje się tworzeniem muzyki i – trzeba to przyznać z ręką na sercu – idzie mu to niesamowicie dobrze. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi zazdrości mu talentu i rewelacyjnych pomysłów. Głównym elementem, który przykuwa uwagę większości początkujących fanów Mansona, są jego niezwykle brutalne i obsceniczne wręcz teledyski, które można z łatwością i bez wahania nazwać nawet bluźnierczymi oszczerstwami wobec kościoła, czy też strasznymi bluźnierstwami wobec wszelkich religii. Marilyn Manson przenosi jednak pod okrutną postacią swego scenicznego wizerunku i aranżacji teledysków, wiele wartości, w które głęboko wierzy. Słabość człowieka, grzech, problemy społeczne, religia jako źródło zła, machiny polityczne, wielki i zły system – to nie są wartości, które chcielibyśmy wpajać własnemu dziecku, ale trudno zaprzeczyć, że coś w nich jest i mają dobre odzwierciedlenie w rzeczywistym świecie. Marilyn Manson opowiada w swoich piosenkach o tym, w co wierzy, a że są to rzeczy straszne i niezbyt przyjemne – trudno na podstawie tego odmówić im prawdziwości. Problemy, poruszane przez Mansona to nie wszystko, pozostaje jeszcze kwestia samej muzyki, która pod każdym względem jest doskonała i stanowi doskonały przykład klasycznego rocka, przyodzianego w gotycką otoczkę i metalowy połysk – nie ma tu jednak bezmyślnej, brutalnej agresji, zaś każdy element każdego kawałka jest niezmiernie mocno przemyślany i uzasadniony – czy to rytmem, czy dopasowaniem do prezentowanych treści.
O Elvisie Presleyu słyszał chyba każdy. Król, który zaczął zdobywać świat muzyki już w latach pięćdziesiątych, stanowił niezwykły przykład prekursora rock and rolla – przedzierał się przez nieznane szlaki. W związku z powyższym musiał postępować niezmiernie ostrożnie, gdyż stawiał na tym gruncie pierwsze kroki. Połączył murzyńskie rytmu, bluesa i jazz w coś niezwykłego – rock and roll. Szybkie piosenki, połączone z rytmiczną muzyką świetnie nadawały się do tańczenia i śpiewania – Elvis nie tylko zajmował się muzyką typowo rozrywkową sensu stricte – stawiał także na ballady i poruszające serca, miłosne pieśni. Jedno jest pewne i niezaprzeczalne – Elvis Presley był (i jest) królem rock and rolla. Zawdzięcza to właśnie byciu bez wątpienia prekursorem, ale także swojemu głosowi. Wokół głosu i śpiewu Elvisa Presleya powstało wiele kultów, jednak jedno jest pewne na sto procent: był niezwykły. Mało kto potrafił śpiewać tak doskonale jak Elvis. Poza tym – Presley był niesamowitym showmanem, nie tylko śpiewał na scenie, ale też świetnie współdziałał z tłumami fanów – głównie fanek.
Całował dziewczyny na koncertach, podróżował, śpiewał w armii – był niezmiernie wszechstronny. Jedną z rzeczy, której się również podjął, było granie w filmach. Filmy zrobiły z Elvisa jeszcze większego muzyka, aczkolwiek nie można powiedzieć, by był znakomitym aktorem. Niezaprzeczalnie Elvis, który podobno wcale nie umarł, pozostawił po sobie wielkie dziedzictwo – muzykę rock and roll, oraz miliony fanów, którzy wspólnie działają po dzień dzisiejszy.
Między innymi w Las Vegas organizowane są doroczne zloty fanów króla rock and rolla – wielu ludzi (w tym muzyków) żyje w stylu Elvisa, ubiera się tak jak on, śpiewa te same piosenki, posiada tę samą fryzurę, a nawet – mówi podobnie jak on przeciągając samogłoski. To niezwykłe zjawisko na skalę światową, nawet Marilyn Monroe nie posiadała takiej bazy wiernych fanów i fanek jak Elvis. Można bez wątpienia powiedzieć, że król żyje po dziś dzień i nie będzie w tym ani krzty przesady.
Dobrze znany rock and rollowiec, Charlie Feathers, jest bez wątpienia człowiekiem ciekawym i niezmiernie dobrym, jeśli chodzi tak o grę na gitarze, jak i śpiew. Wiele jego piosenek było wykorzystanych w różnych filmach, zaś jedna w oryginalnym obrazie Quentina Tarantino – Kill Bill. To właśnie tam, gdy policja teksańska przyjechała na miejsce zbrodni w kościele, przygrywała nam melodia jednej z jego rytmicznych piosenek. Prawie cała muzyka Charliego Feathersa stanowi to samo – szybki, rytmiczny i śpiewany rock and roll, do ktorego znakomicie się tańczy. Tak, właśnie – wiele utworów tego piosenkarza (i jego zespołu, naturalnie) pojawiało się regularnie w szafach grających w całej Ameryce, a potem na całym świecie. Nic w tym dziwnego – ludzie, znający się na rock and rollu od razu zauważają, że Charlie potrafił i grać i śpiewać. To człowiek niezmiernie wszechstronny i utalentowany, zachował swój oryginalny styl, nie wcielił się w żadnego innego swojego konkurenta, śpiewał po swojemu, zachowywał się po swojemu, słowem: robił swoje. To niezwykle ciekawe, ale Charlie Feathers grał również klasyczne, amerykańskie country – jeździł po całych Stanach i grywał koncerty, w starym, folklorystycznym stylu, aczkolwiek połączenie dobrego country i dobrego rock and rolla było bez wątpienia ciekawe i przyjemne. Charlie Feathers zmarł w roku 1998, był niezwykle wpływowym muzykiem, który znalazł wielu naśladowców na całym świecie. Wydał niezmiernie dużo albumów, ostatni – Live In Paris ’87 ukazał się w roku 2002, zaś nagrany był w roku 1987. Charlie uczestniczył też w wielu filmach, ale głównie dokumentalnych i dotyczących początków rock and rolla. Tempo jego piosenek można określić jako średnią, pomiędzy typowym, skokliwym country, a bluesem – spokojniejszym i przyjemniejszym. Oryginalność Charliego bez wątpienia przełożyła się na jego popularność – fani muzyki rock and rollowej lubili artystów z charakterem, którzy potrafili pokazać im coś nowego. A cóż jest lepszego, niż przypominający cowboya piosenkarz?
Mało kto wie, ale to Jerry Lee Lewis stanowił największą osobowość muzyczną w latach pięćdziesiątych, zaraz obok Presleya. Albo, można powiedzieć – tuż przed nim. Większość piosenkarzy z tego okresu, w tym właśnie Elvis Presley i Chuck Berry grało klasycznie na gitarach i śpiewało typowe dla tego okresu, bluesowo-country’owe piosenki, które lekko przypominały typowego rock and rolla, ale daleko im było w stylu i szybkości rytmu do Jerry’ego. Jerry Lee Lewis to był człowiek szybki, energiczny i niezwykle silny, jeśli chodzi o charakter. Jego instrumentem, inaczej niż w przypadku pozostałych muzyków na ówczesnej scenie rock and rollowej, był… fortepian.
To niezwykłe połączenie – rock and roll oraz fortepian, przyniosło Jerry’emu ogromną popularność i wielu fanów. W krótkim czasie, po zaczęciu kariery, przeboje Jerry’ego znalazły się na samym szczycie listy przebojów prawie każdego znaczącego radia w Stanach Zjednoczonych. Mimo iż Jerry grywał świetnie i był bez wątpienia geniuszem rock and rolla, to miał problemy osobiste, związane z młodą małżonką, którą była… trzynastoletnia kuzynka. To nietypowe połączenie małżeńskie nie było zbyt dziwne w tym okresie w Stanach Zjednoczonych, aczkolwiek na wyjeździe, w Wielkiej Brytanii, spotkało się z gigantycznym oburzeniem – nawet udany i perfekcyjny koncert Jerry’ego nie przyniósł mu poklasku i przychylności widowni.
To smutne doświadczenie zaważyło na jego karierze i w krótkim czasie Jerry musiał poddać się i powrócić do starych zwyczajów. A jakież one były? Grywał w barze. W barze, w którym, za młodości, nie mógł przebywać. Ale to było jego marzenie, więc tam gdzie zaczął – tam skończył. Jerry Lee Lewis był odważnym prekursorem ciekawego typu rock and rolla, który charakteryzował się szybkim rytmem czarnych bluesmanów oraz buntem, przeciwko zastanemu porządkowi. Jak wiadomo – Jerry Lee Lewis wyciągnął z niełaski utwory czarnoskórych muzyków, które były kulturowo „zabronione” dla białych ludzi. Wyciągając z niełaski świetne utwory i przerabiając je – zyskał sławę.
Twórczość Marii Peszek jest bez wątpienia niezmiernie osobliwa i interesująca. Nie chodzi tu naturalnie tylko o tematykę, która jest raczej standardowa jak na polski pop, ale raczej o aranżacje i techniczne aspekty piosenek. Muzyka, którą tworzy Maria, jest niezwykle pogodna i przyjazna, chociaż okraszona jest tekstami nierzadko trudnymi i poruszającymi tematy niezbyt przyjemne. Maria Peszek nie unika kontrowersyjnych tematów tabu, porusza się w nich bowiem jak ryba w wodzie. Nie można powiedzieć, by piosenkarka ta była mało popularna, ale większość ludzi woli jednak przeboje typowo komercyjne i łatwe w przyswajaniu – nie trafi do nich twórczość ambitna, taka jak właśnie Marii Peszek. Piosenkarka wypuściła kilka płyt, które stanowią niezmiernie ciekawe studium jej rozwoju kariery muzycznej. Większość piosenek jest zwyczajna, choć widać tu wyraźne eksperymentalne rysy – Maria nie obawia się zarówno kontrowersji, jak i nowych badań i bez oporów używa wulgaryzmów w swych tekstach, zaś efekty muzyczne służą jej do podkreślania dziwnych, oryginalnych treści piosenek.
Nie ma w tym bowiem nic złego, aby artysta, tworzył dokładnie po swojemu. I tak właśnie robi Maria Peszek. To jest nawet szczytne w pewien sposób – tworzenie eksperymentalnych połączeń muzyki i specyficznych słów, by wywołać określone wrażenie na słuchaczu. I to właśnie większość fanów Marii Peszek docenia najbardziej – jej umiejętność dużego wpływania na emocjonalną stronę odbiorców. Maria, choć śpiewa często brzydkie i niezbyt składne i logiczne rzeczy, potrafi dotrzeć do wnętrza ludzi, podkreślając w nich to, co najważniejsze i ukazując wiele problemów, z którymi często trudno jest walczyć. Jej piosenki opowiadają zarówno o przemocy i typowych problemach, jak i o seksie i dość kontrowersyjnych tematach.
Niektóre eksperymenty muzyczne nie posiadają głębszego sensu, ale to nie powód, by ich sobie nie posłuchać – można wtedy zobaczyć, na ile ciekawych sposobów da się wykonywać muzykę i pisać piosenki. Maria Peszek to wszechstronna piosenkarka i nie boi się nowych wyzwań.