Muzyka
Archiwum: Lipiec, 2010
« Poprzedni wpis>
O Elvisie Presleyu słyszał chyba każdy. Król, który zaczął zdobywać świat muzyki już w latach pięćdziesiątych, stanowił niezwykły przykład prekursora rock and rolla – przedzierał się przez nieznane szlaki. W związku z powyższym musiał postępować niezmiernie ostrożnie, gdyż stawiał na tym gruncie pierwsze kroki. Połączył murzyńskie rytmu, bluesa i jazz w coś niezwykłego – rock and roll. Szybkie piosenki, połączone z rytmiczną muzyką świetnie nadawały się do tańczenia i śpiewania – Elvis nie tylko zajmował się muzyką typowo rozrywkową sensu stricte – stawiał także na ballady i poruszające serca, miłosne pieśni. Jedno jest pewne i niezaprzeczalne – Elvis Presley był (i jest) królem rock and rolla. Zawdzięcza to właśnie byciu bez wątpienia prekursorem, ale także swojemu głosowi. Wokół głosu i śpiewu Elvisa Presleya powstało wiele kultów, jednak jedno jest pewne na sto procent: był niezwykły. Mało kto potrafił śpiewać tak doskonale jak Elvis. Poza tym – Presley był niesamowitym showmanem, nie tylko śpiewał na scenie, ale też świetnie współdziałał z tłumami fanów – głównie fanek.
Całował dziewczyny na koncertach, podróżował, śpiewał w armii – był niezmiernie wszechstronny. Jedną z rzeczy, której się również podjął, było granie w filmach. Filmy zrobiły z Elvisa jeszcze większego muzyka, aczkolwiek nie można powiedzieć, by był znakomitym aktorem. Niezaprzeczalnie Elvis, który podobno wcale nie umarł, pozostawił po sobie wielkie dziedzictwo – muzykę rock and roll, oraz miliony fanów, którzy wspólnie działają po dzień dzisiejszy.
Między innymi w Las Vegas organizowane są doroczne zloty fanów króla rock and rolla – wielu ludzi (w tym muzyków) żyje w stylu Elvisa, ubiera się tak jak on, śpiewa te same piosenki, posiada tę samą fryzurę, a nawet – mówi podobnie jak on przeciągając samogłoski. To niezwykłe zjawisko na skalę światową, nawet Marilyn Monroe nie posiadała takiej bazy wiernych fanów i fanek jak Elvis. Można bez wątpienia powiedzieć, że król żyje po dziś dzień i nie będzie w tym ani krzty przesady.
Dobrze znany rock and rollowiec, Charlie Feathers, jest bez wątpienia człowiekiem ciekawym i niezmiernie dobrym, jeśli chodzi tak o grę na gitarze, jak i śpiew. Wiele jego piosenek było wykorzystanych w różnych filmach, zaś jedna w oryginalnym obrazie Quentina Tarantino – Kill Bill. To właśnie tam, gdy policja teksańska przyjechała na miejsce zbrodni w kościele, przygrywała nam melodia jednej z jego rytmicznych piosenek. Prawie cała muzyka Charliego Feathersa stanowi to samo – szybki, rytmiczny i śpiewany rock and roll, do ktorego znakomicie się tańczy. Tak, właśnie – wiele utworów tego piosenkarza (i jego zespołu, naturalnie) pojawiało się regularnie w szafach grających w całej Ameryce, a potem na całym świecie. Nic w tym dziwnego – ludzie, znający się na rock and rollu od razu zauważają, że Charlie potrafił i grać i śpiewać. To człowiek niezmiernie wszechstronny i utalentowany, zachował swój oryginalny styl, nie wcielił się w żadnego innego swojego konkurenta, śpiewał po swojemu, zachowywał się po swojemu, słowem: robił swoje. To niezwykle ciekawe, ale Charlie Feathers grał również klasyczne, amerykańskie country – jeździł po całych Stanach i grywał koncerty, w starym, folklorystycznym stylu, aczkolwiek połączenie dobrego country i dobrego rock and rolla było bez wątpienia ciekawe i przyjemne. Charlie Feathers zmarł w roku 1998, był niezwykle wpływowym muzykiem, który znalazł wielu naśladowców na całym świecie. Wydał niezmiernie dużo albumów, ostatni – Live In Paris ’87 ukazał się w roku 2002, zaś nagrany był w roku 1987. Charlie uczestniczył też w wielu filmach, ale głównie dokumentalnych i dotyczących początków rock and rolla. Tempo jego piosenek można określić jako średnią, pomiędzy typowym, skokliwym country, a bluesem – spokojniejszym i przyjemniejszym. Oryginalność Charliego bez wątpienia przełożyła się na jego popularność – fani muzyki rock and rollowej lubili artystów z charakterem, którzy potrafili pokazać im coś nowego. A cóż jest lepszego, niż przypominający cowboya piosenkarz?
Mało kto wie, ale to Jerry Lee Lewis stanowił największą osobowość muzyczną w latach pięćdziesiątych, zaraz obok Presleya. Albo, można powiedzieć – tuż przed nim. Większość piosenkarzy z tego okresu, w tym właśnie Elvis Presley i Chuck Berry grało klasycznie na gitarach i śpiewało typowe dla tego okresu, bluesowo-country’owe piosenki, które lekko przypominały typowego rock and rolla, ale daleko im było w stylu i szybkości rytmu do Jerry’ego. Jerry Lee Lewis to był człowiek szybki, energiczny i niezwykle silny, jeśli chodzi o charakter. Jego instrumentem, inaczej niż w przypadku pozostałych muzyków na ówczesnej scenie rock and rollowej, był… fortepian.
To niezwykłe połączenie – rock and roll oraz fortepian, przyniosło Jerry’emu ogromną popularność i wielu fanów. W krótkim czasie, po zaczęciu kariery, przeboje Jerry’ego znalazły się na samym szczycie listy przebojów prawie każdego znaczącego radia w Stanach Zjednoczonych. Mimo iż Jerry grywał świetnie i był bez wątpienia geniuszem rock and rolla, to miał problemy osobiste, związane z młodą małżonką, którą była… trzynastoletnia kuzynka. To nietypowe połączenie małżeńskie nie było zbyt dziwne w tym okresie w Stanach Zjednoczonych, aczkolwiek na wyjeździe, w Wielkiej Brytanii, spotkało się z gigantycznym oburzeniem – nawet udany i perfekcyjny koncert Jerry’ego nie przyniósł mu poklasku i przychylności widowni.
To smutne doświadczenie zaważyło na jego karierze i w krótkim czasie Jerry musiał poddać się i powrócić do starych zwyczajów. A jakież one były? Grywał w barze. W barze, w którym, za młodości, nie mógł przebywać. Ale to było jego marzenie, więc tam gdzie zaczął – tam skończył. Jerry Lee Lewis był odważnym prekursorem ciekawego typu rock and rolla, który charakteryzował się szybkim rytmem czarnych bluesmanów oraz buntem, przeciwko zastanemu porządkowi. Jak wiadomo – Jerry Lee Lewis wyciągnął z niełaski utwory czarnoskórych muzyków, które były kulturowo „zabronione” dla białych ludzi. Wyciągając z niełaski świetne utwory i przerabiając je – zyskał sławę.
Twórczość Marii Peszek jest bez wątpienia niezmiernie osobliwa i interesująca. Nie chodzi tu naturalnie tylko o tematykę, która jest raczej standardowa jak na polski pop, ale raczej o aranżacje i techniczne aspekty piosenek. Muzyka, którą tworzy Maria, jest niezwykle pogodna i przyjazna, chociaż okraszona jest tekstami nierzadko trudnymi i poruszającymi tematy niezbyt przyjemne. Maria Peszek nie unika kontrowersyjnych tematów tabu, porusza się w nich bowiem jak ryba w wodzie. Nie można powiedzieć, by piosenkarka ta była mało popularna, ale większość ludzi woli jednak przeboje typowo komercyjne i łatwe w przyswajaniu – nie trafi do nich twórczość ambitna, taka jak właśnie Marii Peszek. Piosenkarka wypuściła kilka płyt, które stanowią niezmiernie ciekawe studium jej rozwoju kariery muzycznej. Większość piosenek jest zwyczajna, choć widać tu wyraźne eksperymentalne rysy – Maria nie obawia się zarówno kontrowersji, jak i nowych badań i bez oporów używa wulgaryzmów w swych tekstach, zaś efekty muzyczne służą jej do podkreślania dziwnych, oryginalnych treści piosenek.
Nie ma w tym bowiem nic złego, aby artysta, tworzył dokładnie po swojemu. I tak właśnie robi Maria Peszek. To jest nawet szczytne w pewien sposób – tworzenie eksperymentalnych połączeń muzyki i specyficznych słów, by wywołać określone wrażenie na słuchaczu. I to właśnie większość fanów Marii Peszek docenia najbardziej – jej umiejętność dużego wpływania na emocjonalną stronę odbiorców. Maria, choć śpiewa często brzydkie i niezbyt składne i logiczne rzeczy, potrafi dotrzeć do wnętrza ludzi, podkreślając w nich to, co najważniejsze i ukazując wiele problemów, z którymi często trudno jest walczyć. Jej piosenki opowiadają zarówno o przemocy i typowych problemach, jak i o seksie i dość kontrowersyjnych tematach.
Niektóre eksperymenty muzyczne nie posiadają głębszego sensu, ale to nie powód, by ich sobie nie posłuchać – można wtedy zobaczyć, na ile ciekawych sposobów da się wykonywać muzykę i pisać piosenki. Maria Peszek to wszechstronna piosenkarka i nie boi się nowych wyzwań.
Radio to bez wątpienia niezmiernie istotny dla ludzkości i pożyteczny wynalazek. Trudno twierdzić inaczej, gdy ta technologia naprawdę zmieniła świat. Kiedy wynaleziono radio, świat stanął na krawędzi przełomu i – jak łatwo się domyślić – ów przełom szybko nastąpił. Zanim wynaleziono jeszcze większy wynalazek, to właśnie radio stanowiło, metaforycznie mówiąc, okno na świat. To dzięki radiu ludzie na całym świecie mogli dowiedzieć się w mgnieniu oka, co dzieje się na drugim krańcu świata. To bez wątpienia niezmiernie dobra rzecz – wiadomości docierały w ułamku sekundy przez Atlantyk, co liczyło się nie tylko jako prywatne przesyłanie muzyki, czy informacji i pogodzie, ale jako główna wojenna oś komunikacji. Dzięki radiu ludzie mogli szybko się komunikować, ale cała ta zaleta została szybko wymieniona na inną – telefon. Radio pozostało więc jednokierunkowym transmiterem informacji. Już od samego początku prym wiodły audycje muzyczne, w których można było posłuchać najnowszych przebojów.
Radia samochodowe zrobiły prawdziwą furorę – można ich było słuchać w każdym miejscu na całym świecie, zaś ów komfort był na samym początku zadziwiający i niezmiernie wygodny. Ludzie szybko wpadli na pomysły ulepszające radio – powstały specjalne magnetofony, które pozwalały nie tylko odtwarzać, ale przede wszystkim nagrywać głos i muzykę z radia. Inna ważna rzecz, to audycje na żywo, które przeprowadzano już od początków istnienia tego urządzenia. Szybko dużą popularność uzyskały programy radiowe, w których zaproszeni goście odpowiadali na pytania zadawane telefonicznie przez słuchaczy. Rozwinął się szeroki biznes stacji radiowych, które interesowało tylko jedno – wyparcie konkurencji i zdobycie większej ilości słuchaczy.
Nie było to zadanie łatwe, więc stacje stawiały na nietypowe rozwiązania – zaczynały interesujące programy radiowe, zatrudniały specjalistów od dowcipu i komedii, a także zdobywały licencje na najnowsze utwory i piosenki, które dzięki puszczeniu w radiu, mogły zyskać jeszcze większą popularność.